Szydło znowu wprowadziła Polaków w błąd. Na jaw wychodzą bulwersujące szczegóły przetargu na autobusy

0

Autosan stracił szanse na kontrakt, bo spóźnił się z dokumentami o 20 minut Jak wynika z informacji „Gazety Wyborczej”, firma zrobiła to… specjalnie. Wszystko dlatego, że szans na wygraną w przetargu i tak nie miała, bo specjalizuje się w zupełnie innych pojazdach. Przygotowała dokumenty i zapowiadała chęć walki o kontrakt, by zadowolić Ministerstwo Obrony Narodowej. Fortel się nie udał, bo afera wypłynęła na światło dzienne.

Najpierw była informacja, że Autosan, który został uratowany przed upadkiem przez włączenie do PGZ, chciał wystartować w przetargu dla polskiej armii, ale… spóźnił się z dokumentami o 20 minut. Osoby odpowiedzialne za dokumentację w żaden sposób nie odwoływały się od decyzji, więc jedyny oferent – niemiecki MAN – nie miał problemu z wygraniem przetargu.

Polska Grupa Zbrojeniowa i Autosan tłumaczyły się z wpadki zrzucając winę na barki jednego z pracowników. Firma zapowiadała domaganie się od niego odszkodowania. PGZ wprost sugerowało, że w tej sprawie mogło dojść do korupcji. Jeżeli wykaże to śledztwo odpowiednich służb, firma będzie żądać ponownego przetargu dla armii.

Teraz wydaje się, że tłumaczenia spółek to tzw. „ściema”, bo „Gazeta Wyborcza” rzuca nowe światło na tę wpadkę. Informator gazety sugeruje, że Autosan spóźnił się z dokumentami świadomie. Wszystko dlatego, że firma doskonale wiedziała, że nie ma najmniejszych szans na zdobycie kontraktu. Chciała jednak markować spełnienie żądań wiceministra Bartosza Kownackiego z MON. „Autosan produkuje głównie autobusy miejskie. A wojsko chciało wysokopodłogowe autobusy turystyczne” – powiedział Gazecie wyborczej informator i dodał, że Autosan sam przyznał to w swoim komunikacie, a przynajmniej jego pierwszej wersji. Później fragment o produkcji zupełnie innych pojazdów zniknął.

To wszystko pokazała na Twitterze Marta Gordziewicz, dziennikarka TVN.

Dlaczego Autosan zdecydował się na przetarg mimo braku w ofercie takich autobusów, jak te których potrzebuje MON? Z informacji „Gazety Wyborczej” wynika, że jesienią ubiegłego roku w Polskiej Grupie Zbrojeniowej awanturę miał zrobić Bartosz Kownacki, wiceminister obrony narodowej. Nalegał, by firma wystartowała w przetargu. Miał dzwonić do wiceprezesa zarządu Grupy.

Autosan od dłuższego czasu ma kłopoty finansowe. Firma próbuje odbić się od dna. Informatorzy gazety sugerują, że wygrana w przetargu, a w jej następstwie kłopoty z dostarczeniem autobusów byłyby dla firmy po prostu zabójcze. By spełnić wymogi przetargu Autosan musiałby wydać pieniądze chociażby na technologie. A tych nie ma w firmie zbyt wiele.

Już wczoraj radio RMF FM zauważyło, że wiceminister w tłumaczeniu sytuacji w Autosanie minął się z prawdą. Na początku podkreślał, że dyrektor odpowiadający za przetarg zatrudniony był za poprzedniej ekipy. Okazało się jednak, że było inaczej. W firmie pojawił się już po „dobrej zmianie”.

A my tylko przypominamy, że produkowane przez Autosan autobusy niskopodłogowe to takie, do których może wjechać osobna na wózku inwalidzkim. Nic nam nie wiadomo, by takie osoby służyły w wojsku polskim. Po co więc Polskiej Grupie Zbrojeniowej spółka produkująca pojazdy nie dla wojska?

Źródło: Twitter, Money.pl, Gazeta Wyborcza